Historia Patenciarza

Patenciarz jest postacią niezależną, charakteryzującą się sztywnym krawatem oraz sterczącymi sznurówkami, kradnie  oszukuje i dość często wdaje się w kolizję z prawem. Posiada duszę największego bałaganiarza na świecie i nie da się z nim mieszkać pod jednym dachem. Jest postacią nie dbającą o wygląd fizyczny, ani o higienę. Nie stara się zabłysnąć w czyimś oczku, nie podlizuje się nikomu. Nie chodzi za szefem by być zauważonym, to szef go unika, by nic mu się nie stało, bo wie że przy Patenciarzu zawsze coś dziwnego się dzieje. Nie potrzebuje przyjaciół gdyż sam z sobą nigdy się nie nudzi. Nie stara się być dżentelmenem wobec kobiet ,gdyż nie jest romantykiem, a dla obcych ludzi jest strasznie ordynarny. Jest postacią wpadającą łatwo w kłopoty przez swój charakter i głupotę, lecz zawsze wymyśli jakiś patent by się z niego wyplątać. Zawsze chodzi głodny i przeważnie jest z tego powodu zły a z marynarki co rusz wyciąga przeróżne rzeczy. Mimo, iż jest postacią z którą lepiej nie zadzierać, to nie znosi jak komuś dzieje się krzywda i szybko gna na pomoc bliźniemu wymyślając przy tym patent na ocalenie poszkodowanego i zlinczowanie oprawcy. Patenciarz dba o wspólne dobro.

Już nie pamiętam ile miałem lat jak zacząłem interesować się patentami, gdyż robię to już tak długo iż zapomniałem. Jednakże rozwijałem się w czasach, gdzie nie było dostępu do Internetu, skąd możemy wziąć materiały inspiracyjne.  Rozwijałem się jeszcze w czasach czarno białego telewizora i dwóch kanałów telewizyjnych, w których w porównaniu do teraźniejszości zawsze coś ciekawego leciało. Mniej więcej jak Michael Jackson grał koncert w Polsce w 1996r. zacząłem interesować się plastyką ciała. Tak to Michael mnie zainspirował, chyba każdy tancerz przyzna się do tego, że to od niego właśnie zaczynał.

Pierwsze moon-walki szlifowałem w małym pokoiku doszukując się odbicia w czarno białym telewizorze, który służył mi jako lustro. Dość szybko nauczyłem się ślizgać i robić spięcia ,po czym stwierdziłem, iż umiem już tak dużo, że mogę wyjść na ulice i robić performance. Nie pamiętam już który to był rok, lecz w Niemczech byłem jeszcze za czasów gdy w obiegu były marki. Szybko przekonałem się, że jeszcze dużo muszę się nauczyć, gdyż konkurencja była już wtedy spora.Uwielbiam konkurencję, to dzięki niej człowiek się rozwija. Po kilku latach lataniu po europie a w szczególności w Mediolanie, Barcelonie itp. gdzie konkurencja była naprawdę dobra, wpadłem na pomysł by włączyć do swojego show kilka gadżetów. Ludziom się to podobało, bo było to coś nowego i innowacyjnego, jak na pantomimę uliczną, a ja trafiłem na rzemiosło które do dziś dnia szlifuję. W styczniu 2004r. zrobiłem pierwszy spektakl pantomimiczny "Potęga ruchu".

Potęga RuchuPotęga RuchuPotęga Ruchu

  „Potęga ruchu” 2004 fot. Krzysztof Dziedzic.

 Spektakl nie był nasiąknięty gadżetami, czy też dobrą muzyką (samplami) za to znacznie więcej było w nim pantomimy klasycznej. Jak dziś pamiętam, że na widowni było wtedy nie więcej niż 40 osób, z czego prawie wszyscy to była moja rodzina i znajomi. W rok później zrobiłem drugi spektakl Pt: "Psychol na scenie" i to już był przełom w moim życiu twórczym.

 „Psychol na scenie” 2005 fot. Krzysztof Dziedzic.

Muzyka była nasiąknięta wręcz samplami i różnymi technikami pantomimicznymi. A sala teatralna była wypchana do ostatniego miejsca. Spektakl dobrze się przyjął w Oleśnicy i niestety tylko tam ujrzał światło dzienne. Zawsze planowałem by ruszyć z nim do większego miasta, lecz to tylko były plany, Potem zrobiłem dwie imprezy w mokisie w Oleśnicy związanymi z tancerzami. Zaprosiłem znajomych z Wrocławia i Ostrowa, lecz to mi na dobre nie wyszło i postanowiłem na dobre zająć się patentami i tylko patentami, nie mieszając się w środowisko tancerzy. Podczas kolejnego spektaklu w rok później czterech kolegów miało wnieść mnie w trumnie na sale, tak zaczynało się przedstawienie. Miałem wyjść z trumny odchylając wieko niczym Zombie i odciąć sobie sztuczną nogę płatnicą. Podczas montowania sztucznej nogi za kulisami jeden z kolegów przyglądał się uważnie co robię , kiwając głową z niedowierzaniem wyszeptał "Patenciarz" i tak zostało. Nigdy jednak nie robiłem żadnego "WOW" w sensie nie wykorzystywałem swojego potencjału na 100%, nawet nie na 50%, gdyż zawsze gadżety mnie ograniczały ruchowo jak i gabarytowo ,ponieważ zazwyczaj podróżowałem stopem. Zawsze pisałem scenariusze do krótkich jak i dłuższych nawet 15 minutowych etiud, jednak nie da się zrobić tych najlepszych perełek które stworzyłeś i pokazać na scenie. Film to mój cel, a komedia to moja miłość, którą mam zamiar zrewolucjonizować. "Robot" którego zrobiłem w programie "Mam talent" napisałem kilka lat wcześniej, lecz nie mogłem go po prostu wynieść na ulicę i odegrać tak jak bym chciał. Prawie zawsze jestem zależny od kogoś. Do robota też potrzebowałem człowieka który będzie schowany w tylnej platformie i w odpowiednim momencie wysunie mi stopień na którym oprę swój ciężar ciała i odsunie kobyłkę uwalniając mnie w ten sposób z łożyska, dzięki którego byłem w stanie obrócić się 360°.Do tego "ów człowiek" musiał wiedzieć w którym momencie co ma zrobić, by nie spalić patentu.

Jedna z prób w garażu do robota.

Do finału chciałem zrobić człowieka czasu, lecz miałem tylko miesiąc czasu na przygotowania, myślę że w ciągu dwóch lat sprostam zadaniu. Rozważałem też "kucharza" , lecz sama budowa patentowej kuchni zajęłaby połowę czasu i do tego potrzebowałbym jeszcze dwóch ludzi, których musiałbym obeznać z moimi zamiarami. Posiadam numery a raczej "na razie" scenariusze, które naprawdę miażdżą. Większość moich patentów są patentami filmowymi, dobrze jest je odegrać raz przed kamerą z dublami, gdyż w większości wykorzystuję chemię a chemia jest to raczej kwestia szczęścia, niż umiejętności. Co do materiałów archiwalnych, ludzie często mnie pytają, czy coś mam, czy coś posiadam w swoim archiwum, gdyż bardzo chcą zobaczyć. A czy mam? Oczywiście, że tak, jednakże, to co mnie przeraziło będąc w Europie, to niezwykle sprytna umiejętność przychodząca każdemu z łatwością kradzieży patentów. Należy brać przykład z innych i się na nich wzorować, lecz w taki sposób, by zachować pewne granice przyzwoitości, chociażby z szacunku do tego człowieka, który to wymyślił. Wiem, że byłoby bez sensu trzymać swoje "perełki" za pazuchą nie dzieląc się nimi z nikim, więc co jakiś czas będę Was dawkować porcją humoru wysokich lotów.